Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
1. Prolog
1. Prolog


Shinigami. Bogowie śmierci, których celem istnienia było utrzymywanie równowagi między światem żywych a zamieszkiwanym przez nich Soul Society. Do ich podstawowych zadań należało zwalczanie negatywnych dusz zwanych hollow. Głównie były to duchy zmarłych ludzi popełniających za życia okrutne czyny, próbujące po śmierci odzyskać jakąś część siebie, jak uważały, poprzez pochłanianie bezbronnych dobrych dusz. Po wielu, wielu latach okazało się, że wrogowie nie tylko pochodzą z Hueco Mundo, gdzie gnieździły się hollow, kiedy nie przychodziły na Ziemię. Można było ich znaleźć znacznie bliżej, tuż obok siebie, w samym Seireitei – części Soul Society zajmowanej przez shinigami.
Aizen Sousuke, niegdyś kapitan Piątej Dywizji Gotei 13, obecnie zdrajca Soul Society i jego największy wróg. Wybitny intrygant, po którym można było się spodziewać dosłownie wszystkiego poza niekontrolowanym wybuchem gniewu. Wszystko zawsze szło zgodnie z jego planem, a jego spokojny wyraz twarzy, często przyozdobiony delikatnym, ciepłym uśmiechem, zdawał się groźniejszy od najgroźniejszej miny samego diabła. Shinigami, który osiągnął limit swoich możliwości i który przy pomocy przedmiotu zwanego Hougyouku pomógł hollow przekroczyć granicę ich możliwość, tym samym pozwalając im na zdobycie umiejętności shinigami. Nazwano ich Arrancarami. Ponoć shinigami też mogli przekroczyć granicę swoich zdolności, lecz nieznane jeszcze były tego rezultaty. Nie wszystkim i nie dokładnie.
Soul Society powoli wracało do swojego naturalnego rytmu po nader głośnej i kłopotliwej dezercji trojga kapitanów. Kuchiki Rukia, która ucierpiała w tym najbardziej, powoli odzyskiwała pełnię sił, spędzając sporo czasu z koleżanką z Jedenastej Dywizji. Haeru Avia była tam czwartym oficerem, a znajomość z Rukią zawdzięczała poniekąd Renjiemu. Niegdyś też należał do tej dywizji, a że Rukia była jego przyjaciółką jeszcze z dzieciństwa, odwiedzała go czasem, zapoznając się przy okazji z innymi oficerami.
Słońce świeciło w pełni, dominując na błękicie letniego nieba, a złote promienie zalewały po prostu wszystko. Kilka refleksów przedostało się przez niedokładnie przesłonięte okno i podrażniło oczy szatynki przy stole. Pochyliła się do przodu, opierając o blat ręce, a o nie głowę, by uniknąć jaskrawej smugi.
– Dzisiaj jest wyjątkowo gorąco – mruknęła, przymknąwszy na moment czerwone oczy.
– Zdaje ci się, Av. Za długo siedziałaś ostatnio w budynkach z Rukią – skomentował siedzący obok niej czerwonowłosy chłopak. Na jego twarzy widniał charakterystyczny dla niego uśmiech przypominający nieco grymas zadowolenia na obliczu szaleńca.
– Jiro-kun ma rację – odezwała się siedząca naprzeciw nim blondynka – od kilku dni jest prawie tak samo.
Avia zerknęła na uśmiechającą się miło kobietę, która właśnie wstała od stołu, by donieść herbaty. Korahi Shi, bo tak nazywała się blondwłosa gospodyni, była opiekunką Haeru, odkąd ta tylko pamiętała. Nie były spokrewnione, ale Shi zaopiekowała się nią jak własną córką, gdy tylko znalazła ją w opuszczonym domu w jednej z dzielnic Rukongai. W Rukongai trafić na osierocone dziecko nie trudno i nie było to wcale czymś nadzwyczajnym, zwłaszcza w kilku ostatnich dzielnicach.
Mieszkała z Shi kilka lat, dopóki nie podjęła nauki w Akademii Shinigami, której i tak notabene nie skończyła. Nie przeszkodziło jej to jednak zajmować stanowisko czwartego oficera w Jedenastej Dywizji już od około piętnastu lat. Jak na przeciętnego shinigami to nie aż tak wiele, biorąc pod uwagę, że w pojęciu świata żywych byli oni postaciami duchowymi i mogli żyć naprawdę długo. W końcu powiadali, że sam generał całego Gotei 13, Yamamoto Genryusai Shigekuni, miał przeszło ponad tysiąc lat, ale tak naprawdę żaden z plotkarzy nie wiedział, jak w istocie było.
Blondynka dolała gościom herbaty i usiadła na swoim miejscu, zaczynając mieszać patyczkiem w kubku. Wyglądała jak zwykle na zadowoloną i uśmiechniętą, a jednak zmieniło się w niej coś. Od momentu, kiedy ogłoszono skazanie Rukii i Kurosaki Ichigo z przyjaciółmi pojawili się w Soul Society, w jej oczach Avia dostrzegła dziwne zmartwienie, a może troskę?, której nigdy wcześniej u niej nie widziała. Mimo tego, że sprawa z Aizenem była wyjaśniona na tyle, by wiedzieć, z kim mają do czynienia, gdzie jest wróg, a gdzie nie, tajemnicza nuta nostalgii nie odchodziła od Korahi.
– Shi, coś cię martwi? – zagadnęła w końcu.
– Trochę. – Skinęła głową. – Arrancary są przerażające, prawda? Słyszałam, że pojawiły się jakoś ostatnio na Ziemi – dodała, robiąc niepewną minę.
– Ta. Kurosaki Ichigo miał z nimi przyjemność – przytaknął chłopak, nie tracąc przy tym swojego uśmiechu. – Podobno dostał niezłe baty. Aż Yoruichi-san musiała go wyciągać z opresji. – Zaśmiał się, a jego lekko zmrużone czerwone oczy zabłysły tajemniczo.
– I Urahara-san – dodała Avia, odwracając głowę do Shi. – Słyszałaś na pewno o tym kapitanie z Dwunastej Dywizji, który był przed kapitanem Kurotsuchim – kobieta skinęła głową – możesz uwierzyć, że on żyje?
Gospodyni uniosła brwi, robiąc zaskoczoną minę. Nie powiedziała do tego jednak ani słowa.
– Ciekawe, że tyle lat udało mu się ukrywać przed Soul Society – odezwał się Jiro. – Ale wydaje mi się, że to on dał nam cynk o zagrożeniu większym niż Arrancary.
– Większym? – Shi ściągnęła lekko brwi. – Masz na myśli Aizena, Jiro-kun?
Potrząsnął głową, zaczepiając swój wzrok szaleńca na kobiecie.
– Nie, Shi-chan, coś innego...
– Nie wiadomo dokładnie co – wtrąciła zaraz szatynka – ktoś anonimowy podrzucił do Pierwszej Dywizji informację z kilkoma danymi. Jest ich wystarczająco tyle, żeby potwierdziły prawdziwość informacji, ale za mało, żeby stwierdzić coś więcej.
– Sprytnie, co? – Jiro nie spuszczał z Shi spojrzenia.
– W istocie – zastanowiła się, przystawiając dłoń do brody. – Naprawdę myślicie, że to mógł być Urahara?
– Nie wiemy kto. Może to być dokładnie każdy. Nawet on. – Chłopak skrzyżował ręce za głową, opierając się wygodniej o oparcie krzesła. Kilka słonecznych refleksów przemknęło po nim, odbijając się od jego srebrnych, okrągłych kolczyków w uszach.
– Nie wydaje mi się...
– Czemu, Shi? Znasz go? – spytała szatynka, biorąc następnie łyk herbaty.
– Nie, tylko... Skąd właściwie mógłby to wiedzieć?
– No nie wiem. Był kapitanem Dwunastej Dywizji i założycielem Instytutu Badawczego. Chyba coś tam orientować by się mógł. – Jiro prychnął ironicznie.
Rozmowa nie potrwała już długo, bo shinigami bądź co bądź mieli swoje obowiązki, zwłaszcza teraz, kiedy trzy dywizje Gotei 13 pozbawione były kapitanów. Jak zwykle czerwonowłosy zaczął się ociągać, nie chcąc opuszczać Shi, ale Avii w końcu udało się go wyciągnąć. Pożegnali się i ruszyli w kierunku Seireitei.
Ammori Jiro był szóstym oficerem Jedenastej Dywizji, odkąd Abarai Renji został przeniesiony do innej dywizji na pozycję porucznika. Wcześniej zajmował miejsce ósme, choć najprawdopodobniej żadne z tych stanowisk nie odpowiadało jego zdolnościom czy sile, abstrahując od faktu, że mało kto wiedział, na ile go stać. Jednak, podobnie jak dla pozostałych członków tej dywizji, dla Jiro ranga nie była czymś specjalnie ważnym. Ważna była siła, walka i kapitan Zaraki, w którym wszyscy podwładni widzieli niepojęty dla nikogo z zewnątrz autorytet.
Jiro był jednym z tych oficerów, który siał postrach, zwłaszcza u nieznajomych, samym swoim sposobem bycia. Był dość wysoki i szczupły, w dodatku nosił kimono różniące się od tych standardowych dla shinigami brakiem rękawów, więc zdawałoby się, posturą raczej nie mógł nikogo przerazić. Nic bardziej mylnego. Jego lekko przygarbiona postawa, uśmiech maniakalnego szaleńca i lekko przymknięte, jakby zmęczone, oczy sprawiały, że człowieka ogarniała obawa na sam jego widok. Czerwień włosów i tęczówek tylko dodawała chłopakowi grozy, a niewyjaśnione czerwone znamię pod lewym okiem przywoływało do myśli niesamowitą ilość zatrważających zdarzeń, które mogłyby być przyczyną jego powstania.
Na shinigami z dywizji jednak nie robił zbyt wielkiego wrażenia. Był tu już przeszło kilkadziesiąt lat, więc starzy znajomi przyzwyczaili się do jego bycia. Tym bardziej, że to on zajął się wprowadzaniem Avii w świat oddziału tuż po jej wstąpieniu, okazując w ten sposób mimo wszystko otwarcie na ludzi. Lub może zwyczajnie miało to związek z jego niebywałą słabością do kobiet.
– Jiro – zwołała dziewczyna, gdy byli już w pobliżu murów Seireitei. Chłopak zwrócił na nią wzrok, nie wyciągając rąk z kieszeni. – Tobie Shi nie wydawała się jakaś przybita?
Mruknął coś pod nosem i znów zaczął wpatrywać się w dal przed sobą.
– Nie. Wyluzuj, za bardzo się o nią martwisz.
– Martwić się? Na pewno nie. Tylko...
– To się właśnie nazywa martwienie się. – Zatrzymał się tuż przed bramą i odwrócił do koleżanki. – Zawsze ty ją przyprawiałaś o strapienia, a wiedziałaś, że nie miała się po co martwić. Wyobraź sobie, że teraz jest na odwrót i odpuść sobie – dodał, położywszy na głowę shinigami rękę. Była od niego sporo niższa.
– Ty – szatynka zmrużyła oczy – nigdy się nie martwisz, co?
– Nie mam o kogo się martwić – powiedział z firmowym uśmiechem i na powrót schował rękę do kieszeni.
Minęli bramę i zmierzyli ku barakom swojej dywizji, mijając po drodze mnóstwo zabieganych shinigami. Jak zwykle wczesnym popołudniem w budynkach ich dywizji był pełen harmider. Albo trwały treningi, albo toczyły się walki z byle jakich powodów, o których zapominano po pierwszych sekundach bijatyki, albo jeszcze inne rzeczy niemające nad sobą niczyjej kontroli. Kapitana o tej porze często nie było, a nawet jak był, nie czuwał nad porządkiem. Czasem potrzebował tylko odrobinę ciszy podczas drzemki i na tym ta dyferencja polegała.
Gdy tylko weszli w podłużny korytarz, z pierwszych drzwi ktoś wybiegł. Shinigami w popłochu o mało nie wpadł na Avię i Jiro. Dziewczyna uniosła z pełną irytacją brew, a chłopak ruszył w kierunku pomieszczenia. Tuż przed otwartymi drzwiami, w połowie kroku, zawahał się i cofnął nogę do tyłu, pozwalając by łysy shinigami wleciał zza nich wprost na ścianę.
– Wiedziałem. – Czerwonowłosy wyszczerzył się do zbierającego się z podłogi mężczyzny.
– Gdzie twój honor! – wrzasnął łysy, grożąc drewnianym mieczem. – Miałeś przyjąć atak i stanąć do walki!
– Do walki trzeba mieć też trochę sprytu, stary.
– Co?! Ja mam całe mnóstwo sprytu! Widzisz?! Jak blask mojego sprytu cię przyćmiewa?!
– Przyćmiewa to twoja łysina, Ikkaku – burknęła Avia, przesłaniając ręką oczy, które podrażniły słoneczne refleksy odbite od wyglancowanej głowy.
– Że... coś ty... powiedziała...? – wycharczał, jakby na resztkach powietrza, a powieka zaczęła mu niebezpiecznie drgać.
Dwoje shinigami weszło w końcu do pomieszczenia, w którym toczyła się jakaś dyskusja, pozostawiając zastygłego w niemrawym bezruchu oficera. W jego głowie tłukło się zdanie szatynki, powodując narastające echo, z którego docierało do niego tylko słowo „łysina”. W końcu nie wytrzymał. Owładnięty furią, chwycił mocniej drewniany miecz ćwiczebny i wparował do hali z bojowym okrzykiem.
Dziewczyna uchyliła się przed atakiem, ale Ikkaku nie dał się tak łatwo wykiwać i od razu zamachnął się do drugiego uderzenia. Avia odskoczyła, przyklękając na kolanie i podparła się dłonią o drewnianą podłogę.
– Nie jestem łysy! Wbij to sobie wreszcie do głowy! – wrzasnął, rzucając się do kolejnego ataku.
– Daj sobie już siana. – Westchnęła, zanim domniemany przeciwnik był niebezpiecznie blisko.
– Ikkaku! Avia! Mieliśmy przedyskutować misję na Ziemię – jęknął obecny tu Renji.
– To wcale nie jest piękne przerywać w środku rozmowy. – Yumichika przystawił rękę do głowy i potrząsnął nią lekko.
– To powiedz mu, żeby się odwalił. – Dziewczyna prychnęła, spuszczając na moment z oczu łysego. To był błąd. Shinigami wykorzystał to, pojawiając się w mig z jej lewej strony i z przepełnionym satysfakcją uśmiechem, uderzył z całej siły. Zdążyła tylko przesunąć się, by uniknąć pełnego uderzenia. Oboje zamarli w bezruchu.
W hali zapadło milczenie. Gumka, która do tej pory trzymała włosy dziewczyny upięte w górze, została rozcięta, pozostawiając włosy w nieładzie. Kilka pojedynczych kosmyków zleciało tuż przed oczami właścicielki na podłogę. Zacisnęła mocno powieki, ściągając brwi, a dłonie niemal odruchowo uformowały się w pięści.
– Przegiąłeś – syknęła, co najwyraźniej spodobało się łysemu. W mig sięgnęła po jeden z wielu drewnianych mieczy w tym pomieszczeniu i rzuciła się na rywala.
– O masz – zajęczał znów Renji – teraz to już koniec.
– Mówiłeś coś o wyprawie na Ziemię – zagadnął Jiro, ignorując walczących w tle.
– A. Generał chce wysłać kogoś na Ziemię w związku z ostatnim pojawieniem się Arrancarów. Próbujemy się załapać na tę misję.


Avia, 1 sierpnia 2012


//Powrót
//Komentuj


Autorka
Say
Arata
Evelyne
Zakorkowana