Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
2. Ziemia
2. Ziemia


Siedziała na bordowej sofie po turecku i z miną obrażonego dziecka patrzyła w okno. Za sobą słyszała coraz bardziej denerwujące skrobanie pióra po papierze.
– Możesz podać mi choć jeden powód, żebym miała nie iść na Ziemię? – spytała twardo, nie odwracając zmrużonego wzroku od błękitnego nieba za szybą.
Skrobanie na moment ustało, więc piszący prawdopodobnie na nią spojrzał.
– Już ci mówiłem: bo nie. – Usłyszała po raz enty tę samą stanowczą odpowiedź.
– Ale dlaczego? – Obróciła się nagle, opierając dłonie o oparcie kanapy. – Niby czemu możesz mi tego zabronić?
– Bo jestem kapitanem. – Spojrzał na nią, unosząc lewą brew.
– Ale nie moim.
Zmrużone turkusowe oczy wbiły się w nią z pełną przenikliwością, jakby chłopak chciał uziemić ją samym spojrzeniem. Wiedział, że na Avię już dawno to nie działało, ale mimo to nie oduczył się tego robić.
Tōshirō i Avia znali się od dzieciństwa i wbrew temu, co pokazywały ich dość częste kłótnie głównie o błahostki, bardzo się przyjaźnili. Ich nieporozumienia zazwyczaj wynikały z nadopiekuńczości chłopaka, który traktował przyjaciółkę jak dużo młodszą siostrę. Jakkolwiek była ona jedną z trzech najważniejszych w jego życiu kobiet obok jego porucznik i porucznik Piątej Dywizji, Hinamori Momo, najczęściej to Avię próbował trzymać pod dyktando i narzucał jej wiele zakazów, które okazywały się bezskuteczne. Było tak głównie dlatego, że Haeru należała do Jedenastej Dywizji, co per se mówiło o permanentnym zagrożeniu. Zwłaszcza, że znał temperament przyjaciółki i wiedział, że bez powodu do tego oddziału nie trafiła.
– Skoro tak, zaraz poproszę Zarakiego, żeby zabronił ci iść. – Białowłosy wzruszył ramionami i ponownie zaczął pisać.
– Kapitana Zarakiego nie ma. Wyszedł gdzieś wczoraj z porucznik i jeszcze nie wrócił – powiedziała z nutą obojętności i położyła się na sofie, przekładając nogę przez nogę. – Pewnie świetnie się bawią.
– Mówisz tak, jakby to było coś normalnego.
– Bo jest. Czasem zdarza im się ot tak zniknąć.
Hitsugaya pokręcił głową. Nie mógł sobie wyobrazić rozgardiaszu, który zapewne panował w takich sytuacjach w budynkach Jedenastej Dywizji. Chociaż nie. Zapewne było tak samo czy Zaraki był obecny, czy nie.
– Kapitanie – zawołała dziewczyna, wyrywając go z zamyślenia. – Wiesz, że i tak pójdę, nieważne, co powiesz.
Pióro przestało pisać. Chłopak spojrzał na wystającą zza oparcia sofy nogę koleżanki i patrzył przez chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał. Zamoczył pisadło w atramencie i przystawił do kartki, kiedy drzwi otworzyły się nagle i z wielkim hukiem. Na papierze powstał wielki, czarny kleks.
– Avi-chi! Wiedziałam, że tu będziesz – zawołał blondwłosa kobieta z ogromnym biustem, która wparowała do pokoju jak burza.
– Rangiku? – Dziewczyna zamrugała zaskoczona widokiem uśmiechniętej porucznik nad swoją twarzą. Podniosła się na łokciach, siadając normalnie.
– Udało się, możemy iść na Ziemię! Jeszcze dziś! – zawołała radośnie, po czym przystawiła w zastanowieniu palec do ust. – Hm, trzeba będzie wymyślić, gdzie najpierw iść na zakupy, bo pewnie nie będziemy tam długo, to nie zdążę pójść wszę...
– Matsumoto! – Białowłosy nie wytrzymał. Uderzył dłońmi o blat biurka i podniósł się, mierząc złowrogo swoją porucznik.
– O, dzień dobry, kapitanie – odparła swobodnie blondynka.

– Ziemia, co? – warknął pod nosem, gdy zamknął oczy. Jego brew przez chwilę niebezpiecznie drgała.
Avia przyglądała mu się, czekając aż się uspokoi, ale kapitan wyprostował się, poprawił kapitańskie haori i bez słowa wymaszerował z pokoju. Szatynka przeniosła pytające spojrzenie na blondynkę, która tylko uśmiechnęła się niewinnie w odpowiedzi.
Koło południa okazało się, że kapitan Hitsugaya weźmie dowództwo nad grupą shinigami z misją na Ziemię. Z dwojga złego, zawsze lepiej iść i mieć wszystko na oku. Choć wyglądało na to, że nie tylko on chciał mieć wszystko na oku. Tuż przed otwarciem bramy prowadzącej na Ziemię białowłosy kapitan został wezwany do baraków Dwunastej Dywizji.
– Witaj, kapitanie Hitsugaya, miło mi cię gościć w moich wyrafinowanych progach. – Usłyszał na wstępie od wstającego od ogromnego komputera kapitana Kurotsuchiego.
– Nie mam dużo czasu. Czego chcesz? – spytał obojętnie, nawet nie rozglądając się po ocienionym laboratorium.
– Tak jak ja bym miał czas – mruknął z pogardą kapitan z przedziwną maską na twarzy. – Skoro idziesz na Ziemię, mógłbyś być tak dobry i trochę mi się przydać? – Bardziej stwierdził niż zapytał, wymachując przy tym nonszalancko dłonią.
– Niech zgadnę, chodzi o Arrancary – westchnął zmęczonym głosem Tōshirō.
– Nie – zaprzeczył ku zdziwieniu małego kapitana. – Chociaż Arrancary swoją drogą też mnie ciekawią. Jest coś innego, coś znacznie, najprawdopodobniej, doskonalszego od nich, coś... Słyszałeś może o innych stworzeniach niż Arrancary, kapitanie Hitsugaya?
– Coś obiło mi się o uszy. Jakaś anonimowa wiadomość. Generał mówił, żeby nie zaprzątać sobie tym głowy.
– Generał jest głupi! Jak można nie zainteresować się czymś takim. – Pokręcił z dezaprobatą głową. – Mam powody, by twierdzić, że istotnie te stworzenia mają prawo bytu. Pozwól jednak, że ta informacja zostanie między nami, generał nie byłby zadowolony... Sam wiesz.
– Czego chcesz?
Mayuri uśmiechnął się z satysfakcją.
– Na Ziemi jest pewien, hm, były shinigami, którego zapewne odwiedzisz. Chcę, żebyś wypytał go, co wie na temat tych istot i dał mu to – podał białowłosemu zwiniętą i zapieczętowaną kartkę – to co tam jest, jest tylko dla niego.
Uradowany kapitan Dwunastej Dywizji wyprowadził mniej zadowolonego gościa z laboratorium i powrócił do swojej pracy. Nieco skonsternowany Hitsugaya zastanawiał się przez moment nad zamiarami Kurotsuchiego, ale szybko stwierdził, że nigdy nie rozumiał i nigdy nie zrozumie tego shinigami.
Gdy tylko brama otworzyła się po stronie miasta Karakura, Ikkaku wylądował na glebie, potykając się o coś, co pojawiło się na jego drodze. Zdziwiony kapitan, rzucił niechętnie okiem, co się stało, kiedy łysy shinigami zaczął się rzucać i sięgnął po broń.
– Ichigo? – spytała Avia, wlepiając spojrzenie w pomarańczową czuprynę przygniataną przez kolegę z oddziału.
– T-taaa... Złaź ze mnie, Ikkaku – burknął, zrzucając łysola na bok. – Co wy tu robicie?
– A ty? Czemu nie jesteś swoim ciele. – Renji prześliznął wzrokiem po czarnych szatach.
– Ostatnio kręcą się tu jakieś hollow. Gdzieś powinien być jeszcze jeden – odparł, rozglądając się wokół.
W tym momencie po okolicy poniósł się dźwięk rozpruwania grubej tkaniny. Wszyscy shinigami odruchowo zadarli głowy, by zobaczyć, jak otwiera się jedno z przejść do Hueco Mundo. Na popołudniowym niebie pojawiło się kilka zamaskowanych hollow.
Ikkaku i Renji zareagowali natychmiast, ruszając w ich stronę. Ichigo wykrzywił usta w dziwnym grymasie i zacisnął obie dłonie na rękojeści swojego Zanpakutou.
– Ichigo, co się stało? – spytała szatynka, niepewnie wpatrując się w niecodzienny wyraz twarzy Kurosakiego.
Odkąd poznała go, kiedy z pełną determinacją ratował Rukię, minęło niewiele, ale jednak zdążyła się z nim zaprzyjaźnić. Stąd była w stanie zauważyć niepokojącą zmianę w jego zachowaniu. Ona i Jiro byli pierwszymi osobami, które zdecydowały się pomóc wtedy Ichigo. Może i był z niego irytujący człowiek, ale miał też w sobie coś, co sprawiało, że chciało się stać koniecznie po jego stronie. Musiał mieć, skoro nawet Jiro tak szybko się do niego przekonał.
– Nic takiego... – odpowiedział i uniósł lekko kąciki ust, zanim ruszył do ataku za pozostałymi.
Haeru zamrugała dwukrotnie i ściągnęła mocno brwi, odwracając się za nim. Na linii jej spojrzenia pojawiła się nagle Kuchiki. Brunetka zerknęła za chłopakiem i pokręciła w kierunku koleżanki bezradnie głową.

*

W ciemnym pomieszczeniu jedynym źródłem światła była niewielka lampka na biurku, choć na pierwszy rzut oka ciężko było stwierdzić czy to istotnie lampka. Mebel był zasypany mnóstwem kartek, teczek i dokumentów, więc tylko pojedyncze smugi sztucznego światła spod tych stosów się wydostawały.
Pomimo półmroku od razu dało się dostrzec panujący tu bałagan. Sterta papierów zajmował znaczną część podłogi wokół biurka, prawdopodobnie kilka z za dużych stosów w końcu nie dało rady utrzymać się na blacie. Z prawej strony od uchylonych drzwi znajdowały się porozrzucane książki niemieszczące się już w niewielkim regale. Obok owego mebla wyrósł Mount Everest z jednorazowych kubków po kawie, pod którym istniał jakiś stolik, o czym sygnalizował drewniany kant wystający spomiędzy śmieci. Zaraz za drzwiami do sporej szafy upchnięto niedbale futon lub prawie upchnięto, zważywszy na to, że znaczna jego części zdążyła rozpłaszczyć się na podłodze. Gdyby nie srebrne refleksy księżyca przedzierające się przez szpary w nigdy nie odsłanianych żaluzjach, owej szafy i futonu nie dałoby się już dostrzec.
Drzwi odsunęły się, a do pokoju wszedł brunet w stroju shinigami. Pomarańczowa opaska podtrzymywała czarne niesforne kosmyki, a kawa w jednorazowym kubku trzymanym w ręce spokojnie parowała. Zastygł na moment na środku pomieszczenia. Jego przeraźliwie lodowe oczy zabłysły, ale przez oblicze nie przeszedł cień emocji. Zacisnął mocniej dłoń na kubku i ruszył znów w stronę biurka.
– Co tu robisz? – odezwał się nic niewyrażającym tonem i odstawiwszy kawę, odwrócił się, skupiając wzrok gdzieś w głębi pokoju.
– Miałem być na Ziemi, to chciałeś powiedzieć, Tomura.
Z cienia wyłoniła się postać czerwonowłosego shinigami. Stanął nonszalancko przed brunetem z rękami w kieszeniach i mimo, że uśmiechał się złośliwie, jego oczy były nad wyraz poważne. Przyglądał się przez moment starszemu oficerowi nazwanemu Tomurą i czekał na reakcję z jego strony. Jak przypuszczał, nie było żadnej.
– Tch...
– Pytam jeszcze raz, co tu robisz? – spytał ponownie, nie spuszczając z niego przeraźliwie zimnego spojrzenia.
Chłopak uśmiechnął się jeszcze bardziej i podszedł niedbale do biurka, odwracając się zaraz przy nim. Przysiadł na brzegu i skrzyżował wyprostowane nogi, nie wyciągając rąk z kieszeni ani na chwilę.
– Co robiłeś w Rukongai? – rzucił mało uprzejmie.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
– Ta? To skąd właśnie wróciłeś, że aż musiałeś przechodzić przez Zachodnią Bramę?
– O to ci chodzi. – Zdawało się, że brunet prychnął cicho, zanim skrzyżował ręce. – Śledziłeś mnie aż tu? Porucznik Iba wysłał mnie z zadaniem. Nie muszę ci mówić jakim, bo twojej narwanej dywizji to nie dotyczy, Ammori.
Czerwonowłosy zmrużył groźnie oczy. Nie poruszał się przez chwilę, jakby próbował wyczytać coś z oblicza bruneta. Niestety, nawet tak długa znajomość z nim, nie pozwalała mu dowiedzieć się więcej na jego temat niż on sam na to pozwalał. Prychnął w końcu pod nosem i wyprostował się nieco.
– Jak sobie chcesz – mruknął Jiro. – Ale wiedz, że wiem o twoich regularnych wycieczkach do Rukongai, nie tylko o tej dzisiejszej. Iba chyba na wszystkie cię nie wyprawiał, co? – dodał, zatrzymując się na moment w drzwiach. Nie oczekiwał wcale odpowiedzi. – Porucznik Iba – poprawił go nagle sucho brunet. – Wyrażaj się o moim przełożonym z szacunkiem.
Ammori wykrzywił usta w szaleńczym uśmiechu, lecz nie odwrócił się już, by rzucić ostatnie spojrzenie rozmówcy. Zaśmiał się lekko pod nosem i opuścił pomieszczenie, wychodząc na długi korytarz. Wiedział, że ostatnie zdanie, musiało Tomurę kosztować nie mało wysiłku.
Tomura Yuji to shinigami zajmujący stanowisko trzeciego oficera w Siódmej Dywizji. Był dla porucznika Iby prawie jak prawa ręka, aczkolwiek nawet dla niego oficer stanowił zagadkę. Wiadomym było też, że z Jiro od zawsze miał na pieńku. Widać było, że znali się sporo czasu, ale nikt nigdy nie rozumiał ich relacji i nie wiedział, skąd się znali.
Czerwonowłosy opuścił teren Siódmej Dywizji i wyszedł na opustoszałe uliczki Seireitei. W nocy można było się tu natknąć zazwyczaj wyłącznie na pojedynczych strażników.
– He... Co za idiota. – Wyszczerzył się sam do siebie i nie zatrzymując się, wyciągnął z kieszeni plik zgiętych kartek. Rzucił na nie przelotnie okiem, by się upewnić, że widnieje na nich nazwisko Korahi, po czym schował je z powrotem.


Avia, 1 sierpnia 2012


//Powrót
//Komentuj


Autorka
Say
Arata
Evelyne
Zakorkowana