Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
4. Odkrycie
4. Odkrycie


Była 5 rano, słońce powoli wschodziło nad Karakurę. Avia nie spała dobrze tej nocy, a teraz była już kompletnie rozbudzona i ostatnie o czym myślała to sen. Podniosła się z maty, podchodząc do okna. Wieczorne spotkanie z Arrancarem nie dawało jej spokoju. Kiedy wróciła z powrotem do Urahary, dowiedziała się, że naprawdę pojawiło się kilkoro Arrancarów. Wszyscy poza jednym zostali zgładzeni, choć z nie małym trudem. Głównie dlatego, że kapitanowi i porucznikom pozwolono zdjąć limity mocy, które zawsze zostawały zakładane, gdy ktoś ich rangi przychodził na Ziemię. Gdyby nie to, gdyby dysponowali całą mocą od początku, walka mogłaby przyjąć zupełnie inny obrót. Martwiło ją to z jeszcze innego względu.
Kapitan Hitsugaya dowiedział się od jednego z Arrancarów o istnieniu Espady – dziesięciu najsilniejszych Arrancarów. Ponoć są niewyobrażalnie potężni, więc skoro były takie problemy z kilkoma niby Arrancarami, to co byłoby z Espadą?... Strach myśleć. Z drugiej strony to ciekawe, na ile silni mogli być... Zastanowiła się nad tym, opierając dłonie o nieduży parapet. Zaczepiła wzrok na jeszcze słabym słońcu, które jakby budziło się powoli ze snu.
– Od kiedy martwią cię takie rzeczy? – Usłyszała za sobą chłodny męski głos, który wyrwał ją z zamyślenia. Zaskoczona gwałtownie się obróciła.
Pod ścianą, skrytą w słabym cieniu jeszcze pozostałym po nocy, siedziała ubrana na czarno postać. Czarne, lekko roztrzepane włosy niemal zlewały się z przyległymi szatami, a łańcuch okalający lewy nadgarstek zazwyczaj pobrzękiwał przy najmniejszym ruchu dłonią. Chłopak siedział w bezruchu, opierając czubek głowy o ścianę i nie odwracał czerwonych oczu od dziewczyny. Jego spojrzenie było przenikliwe i niebywale chłodne, a jednak nic poza tym nie wyrażało.
– Kazetsu – mruknęła w końcu szatynka, trochę zaskoczona jego obecnością.
Nie często zdarzało się, że jej Zanpakutou się materializowało, aczkolwiek ten fakt, nie był też czymś zupełnie dziwnym. Wprawiał ją jedynie w ogromną irytację. Fakt, że Zanpakutou shinigami jest w stanie się zmaterializować, świadczył o możliwości uwolnienia ostatniej formy podczas walki, czyli bankai, a jednak w jej przypadku wcale jedno z drugiego nie wynikało.
– Myślisz, że nie dasz rady? – pytał dalej, choć jego pytaniom daleko było od pytającego wydźwięku, a nieruchome spojrzenie wbite w odwróconą znów do okna dziewczynę nie miało ni cienia wyczekiwania odpowiedzi.
– Wcale nie – oparła znudzona głowę o rękę, której łokieć mocno stał na parapecie – zastanawiam się... Bo jeśli każdy Arrancar jest taki silny, to co myśleć o pogłosce o jeszcze gorszych przeciwnikach. – Ściągnęła mocno brwi, spoglądając tym razem na podwórko Urahary. Ururu już zamiatała. Avia była na tyle pochłonięta myślami, że nie wydało jej się to dziwne o tak wczesnej porze. – Wydawało mi się, że te plotki o nich są prawdziwe, to czemu generał je zignorował? – Zastanowiła się na głos. – Może ma w tym jakiś cel. Albo po prostu była to fałszywa wiadomość.
– Nieistotne.
– Nieistotne? – Dziewczyna uniosła brwi, odwracając się do bruneta. Jego przenikliwe czerwone oczy cały czas były utkwione w jej sylwetce. Można było odnieść wrażenie, że nawet nie mrugał. – Może masz rację... Czy by byli, czy nie i tak Aizen jest głównie naszym wrogiem.
– Aizen – Kazetsu powtórzył potakująco.
– Ten Arrancar... Powiedział, że nie może ze mną walczyć – mówiła, patrząc na jaśniejące niebo – dlaczego? Chyba nawet wiedział, jak się nazywam, ale skąd? – Zmrużyła oczy, jakby chciała wyczytać odpowiedź gdzieś w błękitnej otchłani. – Wiesz, kto może za tym stać? – spytała, przekręcając się, by spojrzeć na rozmówcę.
Brunet nie odpowiedział. Przez krótką chwilę wpatrywał się jeszcze w swoją shinigami, po czym przymknął powoli oczy. Jego sylwetka rozpłynęła się w czarnej mgle, która pomału zanikała rozrzedzana niewidocznymi cząstkami powietrza.
– Może... – odpowiedziała sama sobie.
Ziewnęła przeciągle i wyprostowała się, by się przeciągnąć. Kiedy to zrobiła, syknęła nagle z bólu. Dopiero teraz poczuła, że skórę na kolanach i przedramionach miała nieprzyjemnie podrapaną. Dopóki się nie poruszała gwałtowniej, nic nie czuła.
Nie chciała już myśleć nad tym wszystkim. Nigdy za długo się nie zastanawiała nad takimi rzeczami. Po prostu, dochodziło do walki, to się walczyło i nie było tu nad czym myśleć. Chociaż... Aizen nie dawał spokoju jej myślom. Może to on zabronił Arrancarowi walczyć z nią? Tylko jeśli tak, jaki miał do tego powód? Pomógł jej parę razy, pojawiając się w najmniej oczekiwanych momentach, ale poza tymi razami właściwie nigdy nie rozmawiali. A może to Ichimaru? Kiedy jeszcze uczęszczała do Akademii, pomagał jej w sztukach walki, po zakończeniu nauki także się pojawiał, gdy miała problemy z shikai... Nie ważne.
Naciągnęła na siebie dżinsowe szorty i ciemną bluzkę, do której zakupu zmusiła ją poprzedniego dnia Rangiku. Zaczepiła niewidzący wzrok na ścianie. Przypomniało jej się, że przecież kapitan Hitsugaya i Rukia zostali bardzo poważnie ranni. Kapitan jeszcze jakoś się trzymał, ale Kuchiki już nie odzyskała wieczorem przytomności.
Przy wyjściu natknęła się na popijającą przy niskim stole herbatę Yoruichi i, o dziwo, Ichigo.
– Nie śpisz już? – spytała kobieta, zerkając przelotnie na szatynkę.
– Mh – pokręciła głową – jakoś nie mogę – dodała, przysiadając się. – Co z Rukią?
– Inoue siedziała przy niej całą noc. Wyjdzie z tego bez problemu.
– A Ichigo? Co tu robi o tej porze? – zwróciła się do Yoruichi, bo chłopak zdawał się zupełnie nieobecny myślami.
– Był tak poobijany, że Tessai nie pozwolił mu wrócić do domu, bo martwił się o jego zdrowie.
Shinigami rzuciła mu krótkie spojrzenie. Była zdziwiona, że tak dobrze się teraz trzymał, po tym, jak dostał solidne baty ledwie kilka godzin temu.
– Byłam w Soul Society – Shihouin podjęła znów rozmowę, najwyraźniej interesując tym nawet Kurosakiego, bo popatrzył na nią. – Dwunastej Dywizji udało się skompletować sporo informacji o Arrancarach, którzy tu byli. Wiedzą trochę o ich możliwościach i że jeden z nich był z Espady.
– Z Espady?! – Avia zamrugała dwukrotnie i zmarszczyła brwi.
– Grimmjow... – Ichigo mruknął ledwo dosłyszalnie.
– Tak – fioletowowłosa przeciągnęła głoskę – przypuszczalnie to był ten, którego wy spotkaliście. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z nas dał teraz radę Espadzie, ale pozostali Arrancarzy szczęściem zostali zgładzeni.
Czy to dlatego był w stanie zatrzymać gołą ręką shikai Kazetsu?” – zastanowiła się szatynka. – „Może nie jest tak źle, może tylko Espada jest aż tak potężna. A... jeśli każdy Arrancar to potrafi? Chyba, że to ja jestem po prostu... słaba!?” – ściągnęła mocno brwi, od razy wykluczając ostatnią możliwość. Jakby nie było, żaden shinigami z Jedenastej Dywizji nie pomyślałby nawet o takiej opcji. Aż dziwne, że przeszło jej to przez myśl. – „A może spytać Yoruichi-san czy nie podszkoliłaby mnie trochę? W końcu trening zawsze jest dobry.
– Ichigo? A ty dokąd? – zawołała za pomarańczowowłosym, kiedy ten nagle wstał od stołu i od razu skierował się do wyjścia.
– Ja... Ja muszę coś z tym zrobić – odparł z początku niepewnie, lecz odwrócił się na moment i rzucił dziewczynie stanowcze spojrzenie. – Nie mogę nawet obronić bliskich. Potrzebuję więcej siły. Muszę coś zmienić.
– Co masz na myśli? – spytała, mrugnąwszy dwukrotnie, ale chłopak powędrował do drzwi. – Ichigo, czekaj!
– Zostaw go – wtrąciła się Yoruichi, natychmiast ściągając na siebie zainteresowanie shinigami.
– Ale...
– Niech idzie.
Avia zacisnęła na moment usta, po czym pogodzona z sytuacją, zerknęła jeszcze w stronę wyjścia, gdzie przed chwilą stał chłopak. Skoro Yoruichi-san tak mówiła, nie miała zamiaru się z tym kłócić. Darzyła tę kobietę naprawdę dużym szacunkiem, a nawet ją podziwiała. Dużo o niej zawsze słyszała i owszem, chodziły plotki, że Shihouin jeszcze żyje, ale bądź co bądź nigdy nie pomyślałaby, że dane jej będzie ją kiedyś poznać osobiście. Trening z nią to może faktycznie niegłupia rzecz.
– Yoruichi-san, mam pytanie.

*

Pierwsze pojedyncze promienie słońca wydostawały się zza horyzontu, dosięgając czerwonych włosów chłopaka. Shinigami wymknął się tuż przed świtaniem z Seireitei, co nie było trudne przy przysypiających strażnikach, i szybko znikł pomiędzy budynkami Rukongai. Przemierzył kilkanaście dzielnic spokojnym krokiem, jakby zastanawiał się, co zrobi, kiedy dotrze na miejsce. Ale nie zastanawiał się.
Dotarł do pięćdziesiątej dzielnicy i zatrzymał się przed jednym z niewyróżniających się budynków. Luźna szata shinigami poruszyła się za sprawą delikatnego, rannego wiatru, a niesforne kosmyki mieniły się czerwienią przez kilka słonecznych refleksów. Jeszcze czuć było noc. Gdzieniegdzie zdawałoby się widzieć jeszcze jej cień, ale zaczynało się robić stosunkowo ciepło. Nadchodził kolejny upalny dzień.
Chłopak stał z rękami w kieszeniach i wpatrywał się w jedno z okien. Trwał tak dotąd, aż zobaczył za nim jakiś ruch. Jego obłąkańczy uśmiech zdawał się poszerzyć, kiedy zdecydował się podejść do drzwi. Ledwie przystanął, a szczęk zamka poinformował o otwieraniu wejścia. W progu pojawiła się zaskoczona blondynka.
– Jiro-kun? Co tu robisz o tej porze?
– Powiedzmy, że po raz pierwszy mam naprawdę dobry powód, żeby cię odwiedzić, Korahi Shi. Jeśli naprawdę się tak nazywasz – zawsze chciał to powiedzieć – wpuścisz mnie czy mam wprosić się siłą? – dodał, nie tracąc tajemniczego uśmiechu.
– A... Nie rozumiem... Znaczy... Tak, wejdź, oczywiście... – Zakłopotana kobieta zrobiła przejście chłopakowi i zamknęła za nim drzwi. – O co chodzi, Jiro-kun? – spytała podejrzliwie, podchodząc do stołu i wskazując gościowi jedno z krzeseł.
Chłopak usiadł luzacko, opierając się wygodnie o oparcie. Niemal w tej samej chwili wyciągnął jedną rękę z kieszeni, a wraz z nią kilka poskładanych kartek, które wylądowały niedbale na blacie. Shi miała podejść do kuchni, zaparzyć herbatę, ale świstki bardziej przykuły jej uwagę.
– Twoje życie było bardziej kolorowe niż myślałem – zaśmiał się złośliwie – ale pewnie kilku kolorów jeszcze tu brakuje, co, Shi?
Blondynka rzuciła mu przelotne spojrzenie pozbawione jej charakterystycznej łagodności i sięgnęła po kartki, siadając naprzeciw Jiro. Kiedy przeglądała treść dokumentów, shinigami nie spuszczał z niej oczu, notując w pamięci najmniejsze zmiany na obliczu kobiety.
– Skąd to masz? – spytała chłodno i bardzo spokojnie, nie podnosząc oczu znad lektury.
– Powiedzmy, że mam swoje sposoby – skwitował, zmrużając niezauważalnie jeszcze bardziej oczy. – Nie wyjdę stąd, dopóki nie potwierdzisz wszystkiego, co tam jest napisane i nie dopowiesz tego, czego tam nie ma – dodał nagle bardzo stanowczo i na powrót ulokował obie dłonie w kieszeniach.
– A czemu... – urwała, zerkając z powrotem pobieżnie na kartki, jakby chciała się czegoś upewnić – czemu masz wątpliwości, że naprawdę nazywam się Korahi Shi?
Chłopak uniósł jedną brew zaskoczony pytaniem. Znalezione dokumenty nie zawierały jej innego nazwiska. Stanowisko, które zajmowała Shi, kilka raportów sprzed około stu lat i parę drobiazgów, pewnie też spod ręki Shi, były opisane jej obecnym nazwiskiem. Powiedział to, bo lubił robić wrażenie i zawsze dobrze wypadać. Pech chciał, że ktoś czepił się szczegółu.
– Nie mam wątpliwości.
– To czemu...
– Shi, zacznij mówić to, co chcę wiedzieć – wtrącił, podnosząc nieco głos, choć dało się w nim wyczuć nutę zmęczenia. – Najlepiej zacznij od tego, czemu to wszystko ukrywałaś. – Oparł się wygodniej o oparcie krzesła i przymknął na moment oczy.
Kobieta patrzyła na niego z niedowierzaniem. Nie było już po niej widać tej promieniującej radości i dobroci, które były jej najbardziej znanymi cechami. Znała już trochę Ammoriego i wiedziała, że chłopak nie da za wygraną. Naprawdę nie wyjdzie stąd, dopóki nie opowie mu wszystkiego. I zapewne też nie pozwoli jej stąd wyjść.
Skrzywiła się lekko, a po chwili westchnęła zrezygnowana. Czerwonowłosy otworzył jedno oko.
– Dobra... Powiem ci pod warunkiem milczenia.


Avia, 1 sierpnia 2012


//Powrót
//Komentuj


Autorka
Say
Arata
Evelyne
Zakorkowana